JABŁONIEC 1914
Limanowskie Stowarzyszenie Historii Ożywionej
Aktualności
dodano: 28-02-2021 22:21:51,
odsłon: 417
PL
Wspomnienia z czasów II Wojny Światowej Genowefy Wróbel

Przygotowując ten artykuł spędziłem wiele godzin z moją prababcią słuchając jej wspomnień z okresu wojny i jej życia w czasach kiedy była dzieckiem. Jej wspomnienia zainspirowały mnie by napisać  o czasach w których przyszło jej żyć. Myślę że artykuł poświęcony wspomnieniom mojej prababci jak i innych ludzi, którzy też przeżyli te straszne czasy zainteresuje i Ciebie.

 

Genowefa Wróbel z domu Dudziak urodzona 07.11.1928r w Łososinie Górnej. Pomimo biedy była wychowywana w domu pełnym muzyki, której pięknem pozwoliła się zaczarować na zawsze. Piosenką wyrażała zarówno swój smutek jak i radość. Jako najstarsza  z rodzeństwa musiała opiekować się rodzeństwem i pomagać rodzicom w gospodarstwie. Oprócz pracy w obejściu uczęszczała do Szkoły Podstawowej w Łososinie Górnej. Chociaż jej dzieciństwo było wypełnione pracą, to dzięki miłości do muzyki mogła cieszyć się niemal każdym dniem. Prozę jej życia przerwał wybuch II Wojny Światowej. Genowefa miała wtedy 11 lat.

 

 

Na zdjęciu widnieje rodzina Dudziaków, strzałką zaznaczona jest Genowefa Wróbel

 

 

W wspomnieniach Genowefa tak opisuje początek wojny:

 

„Wrzesień zaczął się porannym hukiem przelatujących samolotów oraz przejeżdżających czołgów i aut. Mieszkałam na górce i widziałam przejeżdżające kolumny niemieckie. Niemcy jechali od Limanowej w stronę Laskowej po drodze rozwalając sklepy. Ludzie na widok rozwalonych sklepów podbiegali do nich i kradli wszystko co w sklepie zastali. Niemcy widząc to,  wyśmiewali Polaków, mówiąc że „Polaki to złodzieje”. Nam tata nie pozwolił iść     i zbierać mimo, że w domu panowała bieda. Pamiętam też, że dużo ludzi uciekało z domów do lasów lub do innych wiosek, by schronić się i przeczekać aż sytuacja się trochę uspokoi.”

 

 

Zdjęcie zrobione z domu Genowefy Wróbel ukazujące krajobraz jaki był w czasach PRL-u

 

Po tych wrześniowych dniach chaosu sytuacja w Łososinie jak i w innych sąsiednich wioskach zaczęła się w miarę stabilizować. Świadczy o tym fakt, że ludzie wracali do swoich rodzin i domów. Jednak ich życie nie było już takie samo jak kiedyś. Nieustannie rządził nimi strach przed śmiercią. Genowefa przez wybuch wojny przerwała naukę w szkole i skupiła się na pomocy ojcu.  We wrześniu 1940 r. młodej Genowefie umarła mama. Był to duży cios dla całej rodziny a szczególnie dla niej, ponieważ musiała przejąć obowiązki swojej mamy. Ojciec Genowefy miał 36 lat i po śmierci swojej żony został sam z piątką dzieci. Rodzina nie miała innego źródła zarobku. Utrzymywała się tylko z tego, co urosło  w polu. Kilka miesięcy po śmierci matki kolejna smutna wiadomość spadła na rodzinę Dudziaków. W styczniu 1940r. jeden z braci został zesłany w głąb Niemiec do pracy w fabryce amunicji.

 

W 1942 roku Genowefa musiała uciekać z domu. Groziła jej wywózka do Niemiec. Osobą, która zaoferowała jej pomoc, był jej wujek ksiądz Władysław Ryś. To on skierował 14-letnią wówczas dziewczynę do sióstr zakonnych w Wojakowej. Tam spędziła 2 lata ukrywając się w piwnicy. Pomagała siostrom w codziennych obowiązkach takich jak przygotowywanie posiłków, sprzątaniu pokoju czy ręcznym praniu ubrań.

 

Nastoletnia Genowefa będąc u sióstr zakonnych przeżyła tam kilka strasznych sytuacji , które wspomina tak:

 

„W którąś niedziele po obiedzie ktoś wszedł do kuchni i poprosił mnie o kubek wody. Mężczyzna zapytał mnie o jedna z sióstr zakonnych i powiedział mi żebym ją poprosiła. Poszłam do pokoju  i powiedziałam siostrze , że jakiś Pan pyta o nią. Siostra chwile z nim porozmawiała i mężczyzna odszedł. Po niedługim  czasie  od spotkania pod dom sióstr zakonnych podjechało SS i Gestapo. Aresztowali tą siostrę. Wtedy dowiedziałam się, że mężczyzna który się o nią wypytywał był konfidentem, który wydawał Polaków.

 

Innym razem przyszedł sołtys do sióstr zakonnych i powiedział, że mają przyjąć na całą noc ileś tam niemieckich żołnierzy. W dwóch dużych salach byli Niemcy a ja roznosiłam im jedzenie, które siostry przygotowywały. Kiedy podawałam  im kolację, żołnierze pytali się mnie ile mam lat. Odpowiadałam im , że 18. Chyba mi nie wierzyli bo ciągle się do mnie uśmiechali. Żyłam w ogromnym strachu przez cały ten czas dlatego, że nie byłam zameldowana u sióstr. Groziło to nawet rozstrzelaniem.”

 

Genowefa będąc u sióstr zakonnych musiała także jeździć na kopanie okopów na Wytrzyszczkę. Pracowała tam przez około 2 lub 3 tygodnie. W każdy dzień z rana Niemcy podjeżdżali i zabierali jednego człowieka z gospodarstwa. Dopiero w wieczornych godzinach ludzie wracali do domów. Tak było w każdej wiosce.

 

Warto też wspomnieć o wydarzeniu, które nie dotyczyło bezpośrednio Genowefy ,lecz było powiązane z jej rodziną oraz wszystkimi osobami zamieszkującymi tereny Pasierbca , Łososiny Górnej jak i pobliskich wiosek.

 

Jest to wspomnienie jej ojca, który opowiedział Genowefie:

 

„Niedaleko naszego domu stała szkoła, w której były odziały niemieckie. Codziennie Niemcy chodzili kąpać się nad rzekę, która była niedaleko szkoły.  Tak było też w tym dniu. Dzień ten miał być taki jak inne, lecz nie był. Część żołnierzy zażywała kąpieli w rzece. Kilku stało na starej ławie i odpoczywali lub obserwowali otoczenie. Nagle z lasu wyskoczyło dwóch partyzantów. Jeden z nich wyciągnął pistolet a drugi podbiegł i uderzył Niemca. Wtedy jeden z okupantów krzyknął „Pomocy” i ze szkoły wybiegło wielu Niemców. Zaczęli ścigać tych partyzantów. Tym jednak udało się uciec. Po tym wydarzeniu Niemcy zebrali całą ludność z Łososiny Górnej oraz z innych wiosek i zaciągnęli ich nad rzekę, gdzie mieli być rozstrzelani. W śród tych ludzi znajdowały się kobiety z dziećmi i mężczyźni. Byli przekonani, że dla nich to już koniec . Ktoś wpadł na pomysł, żeby pójść do jednego z mieszkańców, który umiał bardzo dobrze mówić po niemiecku. Ten prosił Niemców, żeby nie zabijali tych ludzi, bo oni nic nie wiedzą i nie są niczemu winni. Na szczęście udało się wybłagać okupantów którzy po tym wszystkim wypuścili ludzi do domów.”

 

I tak oto jeden człowiek zapobiegł masakrze, która mogłaby mieć tam miejsce. Ojciec Genowefy wspominał też, że za darowane życie ludność cywilna znajdująca się nad rzeką całowała Niemców po butach.

 

Mijały kolejne dni a front był coraz bliżej Limanowej. Coraz bliżej było słychać ostrzał artylerii, huk spadających bomb i wystrzeliwanych z karabinów maszynowych pocisków. Od 1944 Genowefa była na służbie u gospodarza w Drużkowie, gdzie spędziła ostatni rok wojny. Kiedy już wojskom radzieckim udało się wkroczyć na tereny powiatu  Limanowskiego, duża część dziewczyn musiała uciekać z domów. Radzieccy żołnierze dopuszczali się nie tylko gwałtów ale również kradzieży, włamań i pobić.

 

 Ostatnie 2 dni wojny Genowefa spędziła u swojego wujka  ks. Władysława Rysia. Po zakończeniu wojny wróciła do domu, gdzie dalej pomagała ojcu w gospodarce. W 1946r. z pracy z Niemiec do rodziny wrócił również brat Genowefy. Opowiedział  o wszystkim co się mu przydarzyło podczas wojny.

 

W roku 1954 Genowefa poślubiła Mariana Wróbla i razem wychowali pięcioro dzieci. Dzisiaj mimo słusznego wieku potrafi zaskoczyć swoim wigorem i radością życia niejednego młodego człowieka.

 

 

 

 

Jakub Sowa

 
Limanowskie Stowarzyszenie Historii Ożywionej Jabłoniec 1914
Adres: ul. T.Kościuszki 6, 34-600 Limanowa
KRS: 0000485295
NIP: 7372203252
REGON: 122988528
Partnerzy:
Ta strona wykorzystuje pliki cookies i inne technologie. Korzystając z witryny wyrazasz zgodę na ich używanie.Dowiedz się więcejRozumiem