JABŁONIEC 1914
Limanowskie Stowarzyszenie Historii Ożywionej
Aktualności
dodano: 01-08-2016 18:09:41,
odsłon: 738
PL
Jabłoniec w śnieżnej szacie
Światło i szum lasu grają nad naszym grobem, Śmiertelnej ciszy przysłuchują się miłosierne gwiazdy Boże - Epitafium z cmentarza wojennego nr 32 w Szerzynach

 

   Jabłoniec – „kraina” mojego dzieciństwa. Wyidealizowana, jak wszystko, co tkwi we wspomnieniach. Stąd wywodzą się moi przodkowie ze strony ojca. Od wielu pokoleń gospodarzyli na niewielkim, zdaje się czternastomorgowym kawałku kamienistej, słabo urodzajnej  ziemi, z przylegającym doń małym laskiem (w części), do którego chodziło się na grzyby. Na północnym podjabłonieckim stoku. Mój pradziadek Sebastian, który posiadł rzadką na owe czasy wśród chłopów sztukę czytania i pisania, dzięki obowiązkowej służbie w cesarsko-królewskiej armii. Prenumerował ludowe czasopisma; na ich lekturę schodzili się do niego gospodarze z sąsiedztwa. Przeważnie w niedziele lub w długie jesienno-zimowe wieczory. Czytali przy naftowej lampie, dysputowali.

   Pamiętam jeszcze, jak wychodziło się na strych wiekowej rodzinnej chałupy, już nie istniejącej, to przy kominie stała duża solidna skrzynia ze starymi książkami, a wśród nich pięknie zdobiona drzeworytami , dużego formatu, stara Biblia, pisana gotykiem. Zdekompletowana; prawdopodobnie była wypożyczana „po kawałku”. Tam mieściła się chłopska biblioteka.

   Mój dziadek Józef, któremu zamarzyło się ujarzmienie wiatru i zaprzęgnięcie go do pracy. I dokonał tego. Sam – przy pomocy prostych narzędzi - wybudował wiatrak . Nietypowy, bo na stodole. Niestety, już dawno rozebrany. Może kiedyś o nim napiszę, bo to był wówczas  fenomen i majstersztyk sztuki rzemieślniczej.

   To on wyorał w polu – niedługo po bitwie - carski bagnet wz.1891 do karabinu Mosin-Nagant w ersatzowej (zastępczej) pochwie austro-węgierskiej i siekierkę saperską, zwaną „moskalką”. Tenże bagnet jest teraz w mojej kolekcji. Szczególna pamiątka, talizman rodzinny. Niemy świadek - rekwizyt z epoki. Schowany pod strzechą przetrwał okupację niemiecką i sowiecko – ubecką. Przekazał go w moje ręce parę lat temu, a tuż przed swoją śmiercią, stryj Tadeusz. Wraz z historią.

Siekierka gdzieś przepadła.

   Stryj stwierdził, że bagnet pójdzie w dobre i godne ręce. To zobowiązuje. Swoista sztafeta pokoleń przypisana do kawałka żelaza. Jestem jej kolejnym ogniwem. Wśród kolekcjonerów i zbieraczy wszelkiej maści funkcjonuje taka oto maksyma: życie ludzkie jest jedynie krótkim epizodem w historii życia przedmiotów.

   W tychże szczęśliwych moich szczenięcych latach żywe były wspomnienia krwawej wielkiej bitwy. Żyli jeszcze naoczni jej świadkowie. Tu i ówdzie można było napotkać też jej ślady. Po stodołach , na rosyjskich bagnetach zwanych sztykami lub carskimi szpilkami, wbitych w belki, wisiały grabie i cepy. W sam raz nadawały się na wieszaki. Można by rzec, że było to ich wtórne, „pokojowe,” zastosowanie. W krzakach i zagajnikach jeszcze dzisiaj można bez trudu wytyczyć kilkumetrowe co najmniej odcinki linii okopów, bo tam nikomu nie chciało się ich zasypywać. Co innego na ornym polu. Znawcy tematu fachowym okiem zlokalizują też ziemne działobitnie i stanowiska karabinów maszynowych. Na potrzeby organizowanych po szkołach w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Izb Pamięci Narodowej spisywało się wspomnienia sędziwych mieszkańców Mordarki, Siekierczyny i Starej Wsi, pamiętających krwawe zmagania z pamiętnego roku 1914. W pamięci przetrwała m.in. ustna relacja mojej prababci Katarzyny Bulandowej z wkroczenia Moskali do Mordarki. Zachowywali się na ogół poprawnie. Rekwirowali paszę dla koni i żywność. Szczególnym powodzeniem cieszyły się u  nich jajka, karkoszki i … pierzyny. Przydatne w okopach, wszak był grudzień. Kuchnie polowe zostały gdzieś na tyłach, jak to na froncie zwykle bywa, a rozciągnięte linie zaopatrzeniowe szwankowały. Głodne sołdaty aprowizowały się na własną rękę.

Do transzei wynosili wszystkie „ruchome” części z zabudowań gospodarskich: wrota od stodół, drzwi, deski. Do budowy schronów i zadaszeń przed szrapnelami.

Ale to też temat na oddzielną opowieść.

   Ziemia - od czasu do czasu – sama oddaje swoje skarby. Wojenne depozyty. Zbędne są wykrywacze metalu, których nie jestem zwolennikiem. Tylko w ubiegłym roku udało mi się pozyskać m.in. garść ołowianych kulek od szrapnela, które wypłukały letnie deszcze na polu mojego kolegi z ławy szkolnej, Jakuba. A także fragment łuski  naboju  do mannlichera z ładnie zachowanymi sygnaturami, którą odnalazł przy wykonywaniu ogrodzenia Pan Czesław.

   Szczególnie lubię „zdobywać” Jabłoniec, tylko sobie znanymi z dzieciństwa ścieżkami, w jesienno-zimowe wieczory, kiedy to porywiste wiatry od Mogielicy, często niosące deszcz lub śnieg, chłoszczą bezlitośnie cmentarne wzgórze. Daje się wtedy słyszeć jego majestatyczny pomruk. Próby zapalenia znicza to wówczas  prawdziwa ekwilibrystyka. Kołysane przez wichurę stare drzewa jęczą i trzeszczą. To pochowani w ich korzeniach bohaterowie skarżą się na swój okrutny los.

   Bo żołnierski order zasługi w wieńcu laurowych i dębowych liści ma dwie strony.

Na awersie: honor, Ojczyzna, chwała, przysięga, rozkaz, obowiązek, sława, … .

Na rewersie -  zwykle prosta, ziemna mogiła, często bezimienna, do tego zbiorowa.

Z dala od rodzinnych stron, na obcej ziemi.

   I łzy wdów i osieroconych dzieci. Ból ojców i matek, których synowie nie powrócili do rodzinnego domu. Tego bólu nie ukoiła nawet wizyta listonosza, z ostatnią kartką poczty polowej, napisaną tuż przed bitwą, i srebrnym Tapferkeitem z krótką wiadomością od dowódcy, że bił się dzielnie i poległ za Króla i Cesarza.  

   Zima otuliła mogiły białą puchową kołderką. Wiatr rzeźbi w śniegu wokół nagrobków fantazyjne wzory. Tu i ówdzie z zaspy wyziera nieśmiało płomyk znicza.

Kamienne ławeczki zachęcają do chwili wytchnienia i refleksji.

W oddali migoczą światła miasta.

Na Chłopskiej Górze dumnie rozpościera swe ramiona krzyż.

 

                                                                                                  Tekst i fotografie

                                                                                                  Marek Sukiennik

 

 

Limanowskie Stowarzyszenie Historii Ożywionej Jabłoniec 1914
Adres: ul. T.Kościuszki 6, 34-600 Limanowa
KRS: 0000485295
NIP: 7372203252
REGON: 122988528
Partnerzy:
Ta strona wykorzystuje pliki cookies i inne technologie. Korzystając z witryny wyrazasz zgodę na ich używanie.Dowiedz się więcejRozumiem